Czy można przeskoczyć siebie samego?
Rozwój człowieka zakłada konsekwentny wzrost energetyczny w rzeczywistości, którą tworzy, bądź współtworzy z innymi i traktuje jako pole własnego działania. Wzrost wibracji dokonuje się dzięki wielu narzędziom służącym podnoszeniu energii, ale bazą dla podejmowanych działań powinna być własna intuicja.
Poznałam wielu ludzi, którzy odczuwając energię, czasami mając dostęp do szerszego oglądu rzeczywistości poprzez otwarte trzecie oko plasowali siebie na wysokim pułapie własnego wzrastania.
Jednocześnie bardzo skrzętnie odgradzali się od bolesnych aspektów własnego życia umniejszając poprzez mechanizmy obrony psychologicznej ich znaczenie.
Integrując się w imię wysokich idei rozwoju z innymi istotami mającymi podobne zainteresowania, uciekając od bolesnych tematów, dryfowali na niebezpiecznych wodach własnej wielkości wykreowanej z wyobrażeń na swój temat.
Po wielu latach samooszukiwania siebie, popadali w mało atrakcyjne stany świadomości z depresyjnym zabarwieniem w tle.
Inni wykonywali szereg działań, które rzekomo służyły ich rozwojowi, ale kreacja w materii ma znaczenie miernika rozwoju jedynie wówczas, gdy potrafimy dzięki wielu wewnętrznym systemom informacyjnym zlokalizować problem (zazwyczaj niską wibrację związaną z brakiem realizacji siebie w określonym aspekcie życia) i dzięki działaniu dla którego bazą jest intuicja, podnieść poziom energii dokładnie tam, gdzie jest niedobór.
Zbiorowe modlitwy, medytacje czy podnoszenie energii przez uzdrowicieli mają wpływ na jakość życia jednostki czy społeczności, która przejmuje odpowiedzialność za to, co tworzy. W skali jednostki jest to ukierunkowanie energii psychicznej na zawartość własnego umysłu i emocjonalnego poziomu życia, z nabywaniem umiejętności coraz sprawniejszego posługiwania się tymi narzędziami. W skali społecznej wiąże się to ze współpracą i współdziałaniem dla wspólnego najwyższego dobra, określonego poprzez poziom rozwoju świadomości danej zbiorowości.
Nie ma dróg na skróty w realnym rozwoju człowieka. Zainteresowanie sobą i uzdrowienie bólu jest najistotniejszą potrzebą dla potencjalnego adepta rozwoju. Wymaga to wiedzy (płynącej wieloma kanałami), pracy i czasu, a także wielkiej pokory (odróżnij od upokorzenia), uporu, konsekwencji, cierpliwości i wytrwałości.
Konfrontacja ze stłumionym bólem nie jest przyjemna. Jeśli jednak nasz entuzjazm jest wielki, możemy z łatwością zintegrować wyniesiony przez nią ból i pozwolić mu odejść.
Dopiero wówczas możemy realnie podnieść poziom wibracji swojej istoty i wspiąć się na kolejny szczebel drabiny rozwoju.
Czym jest pielgrzymowanie do świętych miejsc, zbiorowa medytacja, modlitwa płynąca z serca, działania dla dobra ogólnego, jeśli nie próbą własnego (świadomego bądź nieuświadomionego) wzrostu?
Dla dalszego rozwoju ludzi obserwujących pontyfikat wyjątkowego człowieka - Jana Pawła II, istotne znaczenie może mieć pytanie: czy rzeczywiście można zmienić oblicze świata bez wewnętrznej przemiany samego człowieka?
Myślę, że to samo pytanie można skierować do uzdrowicieli, ludzi nazywających siebie pracownikami Światła, czy zajmujących się przekazywaniem wiedzy z wyższego poziomu życia.
Czym jest świadoma transformacja w kontekście własnego rozwoju?
Kiedy kreacja jest:
- miernikiem rozwoju człowieka,
- procesem uzdrawiania,
- pustym, bezproduktywnym kręceniem się wokół własnej osi?
Kiedy uzdrawianie jest procesem rozwoju człowieka, a kiedy rozwój ma cokolwiek wspólnego z uzdrawianiem?
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
