Trudne wyzwania życiowe są nieuniknione. Sposób reagowania warunkuje rozumienie siebie i świata wokół. Na obecnym poziomie zrozumienia dominują dwie reakcje: rozpacz i nadzieja.
Z rozpaczą wiążą się lęk, niepewność, stres, które utrudniają komunikację z innymi, w następstwie czego człowiek czuje się osamotniony. To pogłębia negatywność i wszelkie jej konsekwencje.
Nadzieja, to przeciwieństwo rozpaczy. Toruje drogę pozytywności nawet wówczas, gdy sytuacja wygląda na beznadziejną. Nadzieja szuka rozwiązań i znajduje je.
Cierpienie jest składnikiem ludzkiego życia na obecnym poziomie rozwoju świadomości, ale wybór - rozpacz czy nadzieja, należy do nas. Z mojej perspektywy człowiek, który angażuje swoją energię w pomnażanie pozytywności na co dzień, wybiera nadzieję, a trudna sytuacja w konsekwencji wzbogaca go w wiedzę o swym potencjale i umiejętnościach wychodzenia z sytuacji kryzysowych. Zatem w rezultacie powiększy zasoby pozytywności.
Sposób reagowania na sytuacje kryzysowe warunkuje wiele czynników, w tym genetyczne, ale powiększanie pozytywności poprzez świadomy wybór traktujący wyzwania na przykład edukacyjnie, w dużym stopniu decyduje o sposobie, kosztach i szybkości wyjścia z kryzysów. Czy tacy ludzie cierpią? Tak, ale traktując trudną sytuację jako możliwość poznania swych możliwości czy nieodkrytego potencjału, szybko wkraczają na spiralę pozytywności. W ten sposób zmniejszają koszty, jakie nowe wyzwanie stanowi dla organizmu (stres) i pomnażają zasoby pozytywności, w tym zaufania i wiary w siebie.
Ludzie sądzą, że anioły potrafią fruwać, bo mają skrzydła. Anioły potrafią fruwać ponieważ traktują siebie lekko.
Gdy temperatura otoczenia wzrośnie powyżej zera, twardy lód topnieje i staje się płynną wodą. Ten zwyczajny związek chemiczny ulega przemianie w pewnym punkcie przełomowym. Różnice pomiędzy stagnacją, a rozkwitem zdają się sprowadzać do podobnych prawidłowości. Gdy "ogrzewamy" klimat emocjonalny naszego życia, zwiększając proporcję pozytywności powyżej punktu krytycznego, zaczynamy rozkwitać.
Obliczenia Losady (model matematyczny pozytywności) prowadzą do tezy, że tylko przy proporcji pozytywności większej, niż 3 do 1, dawka pozytywności jest odpowiednio wysoka, by człowiek mógł rozkwitać.
Według Gottmana wśród kwitących małżeństw, proporcja pozytywności wynosiła około 5 do 1.
Zdecydowanym przeciwieństwem były małżeństwa więdnące z proporcją pozytywności mniejszą, niż 1 do 1.
Robert Schwartz, praktykujący psycholog kliniczny opracował własny model matematyczny oparty na algebrze Boole'a wskazujący jako optymalną porcję pozytywności około 4 do 1.
Schwartz porównywał tę wartość z "normalną" proporcją występującą u większości ludzi i wynoszącą około 2 do 1. Stwierdził również występowanie proporcji patologicznej - np. u osób z depresją - która wynosi mniej niż 1 do 1.
Poniżej proporcji 3 do 1 pozytywność może pozostawać bierna, ulegając przewadze negatywności. Być może potrzebny jest czas na konsolidację, aż do decydującego punktu przełomowego. Tylko wtedy pojawiają się jej poszerzające i rozbudowujące skutki. Tylko wtedy ludzie dostrzegają zadziwiające korzyści, jakie przynosi rozkwitająca w ich życiu pozytywność.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Opracowano na podstawie:
"Positivity"
Barbara L. Fredrickson
Zdjęcie autorstwa Artur Pawlak z Pixabay
