Polish Polski

Artykuły

O Miłości - kilka refleksji...

. . Opublikowano w Miłość. Odsłony: 259

Wiele wokół niej hałasu, zbędnych słów, które wypowiadamy lub piszemy, nie odczuwając we własnym Sercu ich prawdziwej zawartości. Kilka miesięcy temu gościł w Warszawie dr Emoto. Prezentował wykonane przez siebie fotografie kryształów wody będącej nośnikiem informacji zawartej w dźwięku (muzyce), medytacyjnej ciszy czy w słowie określającym różne stany świadomości np. miłość.

Niektóre były niezwykle piękne. Zapytałam, czy wśród jego doświadczeń znalazła się próbka wody poddanej odczuciu miłości. Dr Emoto był bardzo zakłopotany, po czym dość mętnie wyjaśnił, że nie jest to możliwe.

W tym momencie skierowałam swój wzrok za okno. Krople deszczu obmywały zapłakane okna, a marcowy chłodny wiatr smagał pląsające gałązki wierzby. Miłość w najczystszej formie prezentowała się naszemu zmysłowi wzroku, a ludzka istota bardzo mocno zadufana w obiektywność własnych spostrzeżeń, kontynuowała "swoją pieśń".

Przed wieloma laty jednym z moich domowników był niezwykłej urody czarny kot. Nie reagował na zwykłe kici, kici. Wabił się Tygrys. Towarzyszył mi nieustannie we wszystkich pracach w ogrodzie, polując z upodobaniem na moje nogi, włóczył się ze mną po lesie, krótko mówiąc, jego zachowanie odbiegało znacznie od charakterystycznego sposobu bycia dla innych osobników tego niezwykle mądrego gatunku istot.

Był wspaniałym nauczycielem niezależności i miłości własnej, choć mówiąc szczerze, nie do końca wówczas tak to pojmowałam.

Któregoś pięknego popołudnia jego donośne miauczenie zmusiło mnie do oderwania wzroku od fascynującej lektury.

Spojrzałam w jego stronę i omal nie zemdlałam. Tuż przy nodze mojego fotela leżał szczur większy od Tygrysa. Stan moich emocji był taki, że niezbyt dokładnie pamiętam co się wydarzyło, ale krzyknęłam (bez sensu), aby zabrał swoją zdobycz i natychmiast opuścił salon.

Po czym jak wielka bohaterka taniego melodramatu zamknęłam oczy i czekałam na cud dematerializacji w wykonaniu nieżyjącego zwierzęcia.

I o dziwo.......... doczekałam się. Obrażony Tygrys wyniósł swą zdobycz, ale mój kompletny brak zrozumienia dla kociej miłości, przypłaciłam jego nieobecnością przez cały następny tydzień. Choć do ostatnich kocich dni na  "ziemskim padole" żyliśmy w znakomitej komitywie, już nigdy nie pochwalił się swoimi łowieckimi osiągnięciami przed tępą ludzką istotą.

Cóż......

Zrozumienie sytuacji, prawdziwych intencji leżących u podłoża działań innych istot, często przychodzi zbyt późno i to nie tylko w sytuacjach, gdy mamy do czynienia z osobnikami różnych gatunków.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska