
"Życie to teatr, ludzie w nim aktorami są..."
Obserwując ludzi ma się wrażenie, że grają wiele ról. Niektóre przynoszą im "zysk", inne "porażkę".
W niejednej czują się, jak w zanadto ciasnym ubraniu, ale mimo to spektakl trwa.
Jaki to wszystko ma sens?- zastanawiało się wielu myślicieli i im zostawiam to pytanie do dalszego rozważania (niektórzy bawią się w tę grę przez całe życie). Moje stanowisko w tej sprawie jest mało skomplikowane. Uważam, że skoro coś jest, ma to sens. O wiele ważniejszą rzeczą jest nadanie kierunku własnym poczynaniom, co jest związane ze znalezieniem się na zrozumiałej dla nas scenie tego skomplikowanego teatru.
Ról do obsady mamy wiele. Wybieramy, kreujemy, a potem się... Irytujemy, bo realizacja nie przebiega zgodnie z założeniami. Od stopnia frustracji zależy to, w jaki sposób ustosunkuje się do tego nasz szanowny organizm.
I tu uwaga:
Stała irytacja wiedzie do zaburzeń w pracy narządów, więc należałoby wymyślić jakiś sensowny sposób zapobiegania potencjalnej katastrofie zwanej chorobą.
Jeśli pominiemy sygnały ostrzegawcze w postaci czasami dość subtelnych dolegliwości, wkraczamy w kolejną rolę (jak bardzo niewdzięczną w naszym kraju, o tym donosi prasa codzienna), mianowicie w rolę pacjenta.
Czy wybraliśmy udział w sztuce "Ja pacjent" świadomie?
Ależ skąd?!
Znam niewielu ludzi, którzy pragną chorować.
Więc dlaczego nam się to przytrafia?
Myślę, że należałoby sobie w tym momencie odpowiedzieć na kilka pytań:
• Czy role życiowe, które dotychczas wybieraliśmy harmonizowały z naszymi odczuciami na dany temat?
• Czy obserwowaliśmy skutki wprowadzania w życie swoich pomysłów i czy reagowaliśmy na dyskomfort pojawiający się w związku z działaniem?
• Co jest dla nas ważniejsze: my, czy kolejna idea do urzeczywistnienia?
• Czy potrafimy uczyć się o sobie poprzez doświadczenie negatywnych skutków własnych wyborów, czy też oszukujemy siebie zrzucając ciężar porażki na "świat zewnętrzny"?
• Czy potrafimy wyciągnąć wnioski z odegrania kolejnej roli i wykorzystać w tworzeniu następnego życiowego doświadczenia?
Od odpowiedzi na te pytania zależy wiele, w tym nasze dobre samopoczucie. Harmonijne życie, tzn. życie w oparciu o inspirację z poziomu mądrości intuicyjnej jest jednym z najlepszych gwarantów dobrego stanu zdrowia.
Jeśli odgrywając kolejne role jesteśmy doskonale zharmonizowani z odczuciami, nasz organizm pozostaje w stanie równowagi, a procesy życiowe przebiegające bezustannie w nim, łatwo eliminują negatywne dla jego prawidłowego funkcjonowania skutki codziennych wyzwań, które stoją przed każdym z nas.
Dostosowanie własnej decyzyjności do odczucia, wiedzie do poczucia spełnienia. Czyż właśnie nie o to zabiegamy tworząc swoje doświadczenia?
Co się dzieje w przypadku, gdy nasza kreatywność wiedzie do skutków innych niż oczekujemy (mam na myśli tzw. "porażkę")?
Jeśli źródłem jej jest intuicja, wówczas traktujemy to zjawisko jako sposób zdobywania wiedzy poprzez doświadczenie, a nie jako dopust Boży, który niszczy nasze życiowe plany i prowadzi do odgrywania roli pacjenta.
Jeśli pominiemy własne odczucia...
Co będzie bazą do tworzenia życia w naszym prywatnym teatrze?
Może niespokojny umysł wypełniony bezustannie zmieniającymi się obrazami?
A może głos rodziców, nauczycieli, sąsiadów, czy innych autorytetów? O tym zadecydujemy sami i konsekwencje również poniesiemy my i tylko my.
Życzę Państwu trafności wyboru i serdecznie pozdrawiam.
Teresa Maria Zalewska
