
Sposób nauczania, któremu zawdzięczam swoje wykształcenie, niewiele miał wspólnego z drogą poznawania rzeczywistości poprzez doświadczanie. Autorytety mojego dzieciństwa, tudzież młodości, narzucały swój sposób widzenia rzeczywistości jako niepodważalną o niej prawdę, nie przejmując się zupełnie zaledwie słyszalnym sprzeciwem dobiegającym z głębin mojego „ja”.
Donośniejszy wyraz odczuciowego sprzeciwu na niosące cierpienie zewnętrze, tłumiony był w zarodku. Wszak ”dzieci i ryby głosu nie mają” – mówi polskie porzekadło.
Czy oby na pewno i co z tego wynika?
Okaleczenia emocjonalne wyniesione z takiego „szlifowania”, utkwiły na długo w moim organizmie. „Pielęgnowane” latami, przyczyniły się do paru poważnych schorzeń natury organicznej. Dużo lat upłynęło zanim dotarłam do wiedzy ukazującej emocje w nieco innym świetle. Ogromna kreatywna siła, wielobarwność odczuciowa , koloryt doświadczenia tkwi właśnie tu, na emocjonalnym poziomie istnienia.
Obserwowałam wielokrotnie ludzi zarażonych jakąś pasją. Dynamizm w działaniu i odczucia temu towarzyszące rozbijały w pył marazm otoczenia, ukierunkowanego w działaniu na realizację schematów życiowych.
Ale jak wskrzesić w sobie pasję, kiedy jak twierdzą nierzadko moi rozmówcy odczuwa się jedynie niezdrową „pustkę”?
W jaki sposób tworzyć interesujące życie, kiedy siła pchająca nas leży pod gruzem konsekwentnie niszczonego emocjonalnego potencjału?
Jeśli dotarliśmy do tego miejsca sami ze sobą, jeśli zdajemy sobie sprawę z krzywdy, której chcąc, a raczej nie pragnąc doświadczyliśmy, rozpoczyna się poszukiwanie metod mających na celu przywrócenie pierwotnej funkcji sponiewieranej części naszego człowieczego „jestestwa”.
Myślę, że metody, którymi posługujemy się w realizacji tej części pracy nad sobą w ramach Centrum OBK „ Vega”, niosą bardzo pozytywne rezultaty. Ustępowaniu emocjonalnych blokad poza coraz łatwiejszym kroczeniem w sferze ludzkiej kreatywności, towarzyszy systematyczna poprawa stanu zdrowia, która jest efektem ubocznym procesu.
Znam wiele osób, które chciały przeskoczyć pracę z emocjonalnym poziomem życia na wiele sposobów. Jedni poprzez racjonalizację i samooszukiwanie siebie, inni emanując nienawiścią do swego istnienia i wszystkiego co wokół, wybierali oferty dla zaawansowanych w rozwoju osobistym grup medytacyjnych. Jeśli nawet udawało się im przetrwać falę naporu myślowego chaosu, nieodłącznego towarzysza świeżo upieczonych adeptów medytacji i osiągnąć „spokój”, po pewnym czasie, pozbawieni poczucia radości życia, utykali w miejscu nie rozumiejąc sytuacji, w której się znaleźli.
Mam dla nich dobrą wiadomość. Droga odkrywcy penetrującego wgłąb własnej istoty nie musi być przykra. Narzędzia wykorzystywane do tego celu to m.in. muzyka i ruch są stare jak świat.
A rezultaty?
Odczujcie to na własnej skórze.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
